Są takie przepisy, z których nie warto korzystać. Przepisy, którym można co najwyżej postawić świeczkę. Ktoś je kiedyś wymyślił, skonstruował, zredagował, później uchwalił i wszystko byłoby w porządku gdyby ktoś je jeszcze później stosował.

Na szczęście nie ma ich dużo. Wśród nich jest jednak jeden, który wzbudza od lat kontrowersje. Art. 898 Kodeksu cywilnego regulujący tzw. odwołanie darowizny.

Jedną z naczelnych zasad prawa cywilnego, czy nawet szerzej, prawa prywatnego jest ta, która mówi, że umów należy dotrzymywać. Darowizna, mimo że wydaje się działaniem jednostronnym jest umową, typową, z dwiema stronami, z których każda musi podjąć określane działania.

Darowizna, jak każda umowa może zostać „rozwiązana”, co w tym przypadku ma miejsce w drodze jej „odwołania”. O ile jednak w przypadku innych umów, co do zasady, do rozwiązania wystarczające jest to, że jedna ze stron wykonuje ją niewłaściwie, o tyle w przypadku darowizny obdarowany musi wykazać się „rażącą niewdzięcznością”. Nie jest to tożsame z niewłaściwym wykonaniem darowizny, jako że żaden przepis nie nakłada na obdarowanego obowiązków. Mamy do czynienia z pewnym paradoksem, przepisy Kodeksu cywilnego pozwalają odwołać darowiznę w przypadku niewdzięczności, mimo że żaden przepis nie nakłada na obdarowanego obowiązku wdzięczności. Nie jest zatem „rażąca niewdzięczność” niewykonywaniem określonego obowiązku, bo obowiązek taki w sensie jurydycznym nie istnieje. Niekiedy wskazuje się na obowiązek wdzięczności wobec darczyńcy, jednak każdorazowo jest to „obowiązek moralny”, a więc nieuregulowany prawnie.

Paradoks ten został w pewnym stopniu rozwiązany przez ustawodawcę, który stwierdził, że niewdzięczność może stanowić podstawę odwołania darowizny o ile jest ona rażąca. Mówiąc wprost: obdarowany nie ma prawnego obowiązku wdzięczności wobec darczyńcy, ale jeśli jego niewdzięczność stanie się rażąca, to przypomnimy sobie, że jednak pewien obowiązek wdzięczności istnieje.

Tym samym warunek „rażącej” niewdzięczności staje się z jednej strony buforem bezpieczeństwa przed przepisami, które nie do końca zdają się reagować na relacje międzyludzkie zachodzące w społeczeństwie, a z drugiej strony de facto uniemożliwiają odwołanie darowizny.

Kilka dni temu w Rzeczpospolitej przeczytałem, że niewierność jednego z małżonków może być uznana za rażącą niewdzięczność. To bardzo ciekawe rozstrzygnięcie biorąc pod uwagę orzecznictwo sądów niższych instancji. Czyżby zatem judykatura starała się zrewidować swoje, delikatnie mówiąc, zbyt rygorystyczne podejście do wykładni pojęcia „rażąca”? Miejmy nadzieję, że tak, a przyjmowanie spraw o tzw. odwołanie darowizny zacznie mieć sens.